PaperModels.pl
Modele kartonowe... ale jakie? - Wersja do druku

+- PaperModels.pl (https://papermodels.pl)
+-- Dział: Forum - zagadnienia ogólne (https://papermodels.pl/forum-6.html)
+--- Dział: Felietony oraz luźne dyskusje. (https://papermodels.pl/forum-29.html)
+--- Wątek: Modele kartonowe... ale jakie? (/thread-3117.html)

Strony: 1 2 3


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 13-10-2009

Modele projektuję od lat. Pierwszy model zaprojektowałem 19 lat temu. Był to w pełni opracowany model w skali 1:33 Bell AH-1T Cobra. Miło go wspominam bo ten model mógł zakończyć moją karierę gdy z jednego poważnych wówczas wydawnictw dostałem odpowiedź, że powinienem się zająć czymś innym, a projektant to ze mnie nie będzie... Stare czasy.
Dziś gdy patrzę na nowo projektowane modele - to z jednej strony ogarnia mnie zachwyt, a z drugiej przerażenie. Zachwyt na pięknie i szczegółowo wydanymi modelami. Przerażenie ogrania mnie gdy widzę części gdzie 1mm to duża wielkość.
Sam projektowałem modele przy użyciu zestawu linijek, krzywików, zestawu cyrkli i rapitografów grubości od 0,18 do 1 mm. Pamiętam polowania na dobrą kalkę techniczną, po którą wybierałem się do miast oddalonych o 200km. Pamiętam kupowanie drogiego tuszu Rotring lub Stedler, oraz czas gdy pozwoliłem sobie na wymianę rystorów Skali na te dwie firmy. To była jak przesiadka z Poloneza na Mercedesa. Główną pomocą przy projektowaniu modeli była książka W. Bączkowskiego "Projektowanie modeli kartonowych samolotów"... napisana chyba bardziej by zniechęcić potencjalnych projektantów. Gdy komputery już były bardziej dostępne wpadłem na pomysł by na model rzucić napisy i różne bardzo małe szczegóły. Mój pierwszy model we Fly Model HS-129B miał "prawdziwe" niemieckie napisy eksploatacyjne, dokładne godła jednostki itd. Mozolnie przyklejałem wydrukowane na bezbarwnej folii samoprzylepnej napisy i oznaczenia na kalkę techniczną z rozrysowanym modelem. Mogę śmiało powiedzieć, że mój model miał pierwszy takie napisy z komputera. Potem dla wydawnictwa dorobiłem jeszcze dwa potężne zestawy napisów eksploatacyjnych na współczesne samoloty amerykańskie i sowieckie jakie ukazały się we Fly Model.
Dziś patrzę na te modele... są cholernie proste. Nie miały dzisiejszych setek części, nie były super dokładne, a cieszyły tylu wykonawców. Przede wszystkim były klejone.
Obecnie większość modelu powstaje w skomplikowanych programach komputerowych za parę tysięcy. Na papierze są to małe arcydzieła. Tylko ile z nich jest klejonych. Coraz częściej jest to kupowanie na potem. Model coraz częściej jest sklejany kilka miesięcy. Na forach doświadczeni modelarza ustalają co jest dobre, a co złe. Każdy chce modeli pod siebie. Jak model nie ma kilkuset części to jest zły. Jak nie jest z odpowiedniego wydawnictwa - to jest zły. Tu cena jest dobra jak wysoka, a tam zła jak wysoka. Młodzi modelarze zamiast bawić się - to starają się o względy tych najlepszych.
CDN...


Modele kartonowe... ale jakie? - uri - 14-10-2009

Dobrze prawisz Marku.


Modele kartonowe... ale jakie? - pawelciol - 14-10-2009

Patologia została osiągnięta już kilka lat temu - a już chyba przykładem jest "HOOD" z MM - pominę tu samą misję MM , bo tej już praktycznie nie ma ( mają chyba wydawać modele dla początkujących a robią albo łatwe kartofle (Mesio o numerzeo jeden wiekszym ) albo potwory jak "Hood" czy "Hiei" , których nie ma czym wyciąć .
Ale misja MM nie jest tematem mojej wypowiedzi .
Jest coraz mniej łatwych modeli - a dlaczego ? Bo młodsi chcą od razu coś wielkiego - a zauważcie , że teraz wielkie to oznacza "pieruńsko" trudne - pomijam stare eM-eM-y , które nie są jakieś specjalnie skomplikowane .
Modele kupowane jako "półkowniki" też fakt - ile modeli kupiłem w ostatnim roku ? Dużo , dość dużo - A ile skleiłem ? Kilka , naprawdę tylko kilka . Pomijam tu fakt , że zaczęłem zabawę z projektowaniem i zaczęłem zabawę z Houstonem w 1:300 . Projekt robię tak jak ja chcę , nikt mi nie powie , że ma model za dużo czy za malo cześci - i to jest urok projektowania ( na razie nie mam za bardzo dużo umiejętności ale się uczę ) .
Ale jednocześnie komuter daje bardzo dużo możliwości - można mając kilka programów , dokumentację i "trochę" czasu skonstruować coś o czym marzyliśmy . I wydaje mi się , że w tym też jest przyszłość modelarstwa - każdy może w tedy przy pewnym nakładzie pracy stworzyć coś z czego będzie zadowolony a nie tylko wybrzydzał , że projektant zły , model za trudny/łatwy , malowanie nie te co by się chciało - to jest już lekko chore i nie ma sensu .
Tak mi się przynajmniej zdaje - a te niektóre hity , które zostały wypuszczone na rynek jak "Fuso" , "Hiei" , "Hood" czy inne ; na forum setki ludzi deklarują się , że kupią i skleją - i co potem - dwie , trzy relacje i to wszystko , pomijam , że istnieje na pewno grupa modelarzy niewiedząca o istnieniu forów ( nie mających internetu ) .


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 14-10-2009

Czego oczekują tak na prawdę modelarze? Chcą modeli prostych?


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 14-10-2009

Staram się od lat "dawać na rynek" modele robione "dla siebie". Nie jestem genialnym supermodelarzem, ale wychowywałem się bardzo długo na MM, a kwintesencją modelarstwa wydały mi się wydawane przez "Alfę" modele Mirosława Zbyryta. Ci co mieli w rękach Avię S-99, Ła-7, Fokkera G-1, Westlanda Wirlinda, Spitfire Mk.IX czy P-51C pamiętają co to było. To były modele, które sklejało się w kilka dni. Fokkera skleiłem przez jedną noc w Boże Narodzenie. Dziś brakuje takich modeli w skali 1:33. Sam uległem "fali", że modele muszą mieć ruchome lotki, jak najwięcej szczegółów w kabinie. Co prawda uciekam od przesadnej waloryzacji i nikt mnie nie zmusi do zrobienia odprysków farby na powierzchniach, które w rzeczywistości były kryte drewnem lub płótnem. Nie zmusi się mnie do pokrywania błotem spodów samolotów czy elementów podwozia... W rzeczywistości mechanik, który dopuściłby się do czegoś takiego miałby non stop regulaminową pakę. Ale staram się by modele były bardzo proste, nie zawierały przesadnie małych części i nie było podziału elementów na kilkanaście lub kilkadziesiąt tam gdzie można uzyskać dobry efekt z 3-4 elementów. Na początku myślałem, że skala 1:50 rozwiąże problem prostych modeli. Są fajne, przyjemnie się je projektuje... ale tracą swój sens jak trafiają w ręce ludzi, którzy na siłę starają się by były to miniatury skali 1:33: kabiny, wnęki podwozia, skomplikowane łączenia i elementy itd. Nie jestem przeciwny uszczegóławianiu, ale jestem przeciwnikiem nadawaniu temu cech standardu. Młody człowiek biorąc do ręki model przygląda się na forach jak czynią to inni... i rezygnuje. Standardem na forach stało się pytanie od czego zacząć i padają bardzo dziwne propozycje: by zaczynać od rzeczy trudnych. Co jest dziwne.
Dziwna jest też sytuacja gdy powstają listy życzeń co modelarze chcieli by skleić czy kupić... W zasadzie mamy ostrzeżenie dla projektantów i wydawców czego nie wydawać. Jak już się wyda, to okazuje się, że nie to, nie ta cena i nie to wydawnictwo. Dyskusje o cenach wydają się być pełnie nie zrozumienia. Wydać tani model można... tylko trzeba mieć zbyt. A najczęściej jest tak, że wydawca "oczekiwanego" modelu nie sprzeda przez pół roku nawet 200 sztuk. Zdziwienie skąd te ceny... Z kalkulacji. Sam myślałem od wydawaniu modeli. Mógłbym nawet duże modele sprzedawać za 12-14 zł. Tylko by mi się to opłacało musiałbym w miesiąc sprzedać 500 egz z 1000. Niestety cuda nie istnieją i bym mógł funkcjonować cenę modelu dla odbiorcy musiałbym ukształtować na poziomie 25 zł by móc egzystować na granicy opłacalności i uzbierać na druk kolejnego modelu.
Szczerze pisząc... nie mam pojęcia jakie modele szły by dobrze, co byłoby atrakcyjnym tematem. Najlepiej jest się trzymać tradycji: Me-109, Spitfire, Fw-190, P-51...
Kończę właśnie 4 modele w skali 1:33. Nie piszę o 50-tkach. Ale czy odbiorcy będą zadowoleni?


Modele kartonowe... ale jakie? - łosiu - 14-10-2009

Pamiętajcie że to sami modelarze chccieli jak najlepszych modeli, jak najwierniejszych. Więc takie są wydawane. A z drugiej strony nie przesadzajmy, "normalne" modele też są. Zobaczcie ile zapowiedzi było w ostatnich dniach. Jaki poziom ich trudności? Różny.
Jest miejsce i na mocno zdetalizowane modele i na te troche prostrze. I takie są na rynku. Jest Sherman od HALa, jest z GPMu. Jest Stuka od Vinsa, jest GPMu. Jest Tiger od HALa, jest z GPMu (znowu Smile ), MMa i Answera. Każdy znajdzie coś dla siebie.

A "półkowników" będzie coraz więcej, taki znak czasów. Mamy niestety coraz mniej czasu na wszystko...


Modele kartonowe... ale jakie? - cloudwalker - 14-10-2009

Cytat:Młody człowiek biorąc do ręki model przygląda się na forach jak czynią to inni... i rezygnuje. Standardem na forach stało się pytanie od czego zacząć i padają bardzo dziwne propozycje: by zaczynać od rzeczy trudnych. Co jest dziwne.

Są młodzi, którzy się pytają. Rozumiem to w pełni, bo sam jakiś czas temu wracając do tego hobby trochę zgłupiałem patrząc na 'postęp'. Ale są też tacy, którzy nie zasięgając rady rzucają się na dość trudne rzeczy, vide kuriozalna relacja pewnego chłopaka z budowy KGV od Hala na sklejmy.com. Ja wiem, że to za jego pieniądze, że on robi co chce, niech robi jak chce i wogóle co mnie to obchodzi, etc. Jest to myślę spowodowane tym, że gość weźmie sobie model do ręki, powie 'ooo, ale fajne, zrobię sobie okręt. to prościzna, nakleić, wyciąć, złożyć szkielet, okleić, naciąć, wyciąć, pfff drobiazg, a relingi to w 1 dzień zrobię'.

Poza tym w takich tematach polecane są raczej modele sprawdzone i nie przesolone w kwestii szczegółowości, najczęściej produkcje Pawła Mistewicza.

Cytat:A z drugiej strony nie przesadzajmy, "normalne" modele też są. Zobaczcie ile zapowiedzi było w ostatnich dniach. Jaki poziom ich trudności? Różny.

Drugi Michał podpisuje się pod tym Tongue dla chcącego nic trudnego znaleźć odpowiedni model, na start albo na trening.


Modele kartonowe... ale jakie? - dominik294 - 14-10-2009

Marku ,moim zdaniem odpowiedz jest prosta:
Modelarze chcą modeli,które przedewszystkim DAJĄ SIĘ SKLEIC ! bez nakładania puszki szpachli i malowania.
Nic tak nie wkurza jak model za 40zł ,który nadaje się na śmietnik. Dla mnie takie pieniądze nie są zbyt wielkie,ale statystyczny młody ( nastoletni,niepracujący)modelarz nie zawsze może sobie pozwolic na wyrzucenie takiej kasy.
Wystarczy poczytac posty odnośnie twórczości pana M.
Ja osobiście nie kleiłem jego modeli ,właśnie przez opinie o nich krążące ,zarówno w sieci ,jak i u znajomych ,,papierowców,,
Mimo że tematyka jest atrakcyjna ( przynajmniej dla mnie) obawiam się kupic nyse czy syrene ,bo wiem że są kłopoty w ich klejeniu.
Daleki jestem od wychwalania albo obrażania jakiegoś wydawnictwa,ale dla mnie model ma byc relaksem,a nie powodem do toczenia piany z pyska.
Druga sprawa to jeśli wydało się model z błędem,powinno wydac się do niego erratę i dzięki bogu to powoli zaczyna byc normą.
Dyskusje na temat modeli na życzenie są ciekawe,ale jak ktoś wyżej napisał raczej pozostaną w swerze fantazji, bo faktycznie lepiej wydac Spita , który będzie lepszy niż poprzednio wydany i dobrze się sprzeda ,niż np. meksykańską taksówkę
:mrgreen: ,którą kupi dziesięc osób.
Jeśli chodzi o skomplikowanie,przecież jest spory wybór modeli stosunkowo prostych jak i ekstremalnie trudnych. Mi osobiście brakuje pewnego podziału na stronach wydawców: ,,ze względu na poziom trudności,,
Myślę że sporo by to pomogło w wyborze tego pierwszego modelu,który się chce skleic.
Tyle ode mnie. Pozdrawiam.


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 15-10-2009

Bardzo się cieszę, że są dziś modelarze wśród modelarzy Smile

Jestem zwolennikiem modeli łatwych, a raczej takich zbliżonych co stanów średnich. Robię modele jakie sam chcę sklejać. Parę tygodni temu zrezygnowałem w przygotowywanym modelu z dość skomplikowanego mechanizmu składania skrzydeł. Stwierdziłem, że i tak większość tych co ten model będzie sklejać tylko się wkurzy i wyrzuci model do kosza. Model będzie można więc wykonać w wersji ze skrzydłami rozłożonymi i złożonymi przygotowanymi do hangarowania. Bez sensu robić jest coś takiego co może szybko niszczyć model, bo możliwość składania i rozkładania skrzydeł aż kusi by z tego korzystać. To tak jak w telefonie komórkowym z aparatem nie korzystać z tego urządzenia, bo się ma oddzielny aparat.

Co do skomplikowanych modeli... Dobrze że są. Zawsze jak patrzę na swoje modele po jakimś czasie, to stwierdzam, że jeszcze mogłem je uprościć lub ułatwić.

Ale za jakąś chwilę będę miał też na koncie parę prostych modeli w skali 1:33. Takich jakie kiedyś robił Zbyryt. Zobaczymy jak to będzie przyjęte.


Modele kartonowe... ale jakie? - uri - 15-10-2009

Cytat:Parę tygodni temu zrezygnowałem w przygotowywanym modelu z dość skomplikowanego mechanizmu składania skrzydeł. Stwierdziłem, że i tak większość tych co ten model będzie sklejać tylko się wkurzy i wyrzuci model do kosza. Model będzie można więc wykonać w wersji ze skrzydłami rozłożonymi i złożonymi przygotowanymi do hangarowania.

Marku mim zdaniem szkoda, że to uczyniłeś. Fajnie jest jak model ma takie urządzenia ale i rozwiązania dla młodszych mniej wprawionych modelarzy. Zawsze jest alternatywa że możesz tak ale i możesz w sposób prostrzy.

Ale to tylko moje subiektywne zdanie .


Modele kartonowe... ale jakie? - łosiu - 15-10-2009

Wg mnie rozwiązaniem problemu są modele z jak największą możliwością wyboru detalizacji. Może trzeba będzie dorzucić jedną strone, ale fajnie gdyby wybrać czy chcemy taki mechanizm składania czy nie, czy kabinka prosta czy zdetalizowana, to samo z ruchomymi powierzchniami sterowymi, wszelkiego rodzaju lukami itp.


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 15-10-2009

Zrezygnowałem z mechanizmu, który nie gwarantował dobrego wyglądu modelu po jego wykonaniu, a także sprawiał, że ilość elementów bardzo komplikowała skrzydło i zmuszała do zbytniej detalizacji. Uznałem, że lepszą alternatywą, która sprawi, że model nie straci na prostocie, a jednocześnie da się skleić w jednym z dwóch wariantów będzie rozwiązanie bez mechanizmu składania. Model nic nie straci na swojej atrakcyjności jako ciekawa konstrukcja. Alternatywa w postaci dołożenia jeszcze jednej strony z dziesiątkami części nie należy do moich priorytetów. Moim celem jest robienie modeli, które można skleić np. w czasie ferii zimowych, czyli 2 tygodni maksymalnie.
Choć kończę przygotowywać modele 1:33, które da się skleić w 2-3 dni przy małych umiejętnościach Smile


Modele kartonowe... ale jakie? - łosiu - 15-10-2009

Ale takie modele da się skleić w trakcie ferii, 2 czy ilu tam chcesz miesięcy, a przy okazji ktoś kto będzie chciał się bawić będzie miał dodatkowe części. Dla mnie największą przeszkodą na dodatkowe zabawy był brak możliwości takiego dobrania koloru farbki który by pasował do części drukowanych. Retusz krawędziowy ok, ale większą powierzchnie pomalować to był zawsze problem.
Poza tym podoba mi się, że coraz więcej projektantów dubluje trudne i drobne elementy w wycinance- to własnie pomaga tym z mniejszym doświadczeniem.


Modele kartonowe... ale jakie? - Astra28 - 15-10-2009

Siemanos.

Marku P., a może rozważ możliwość internetu. Przecież można wydać model prosty, z mniejszą ilością części, ale do którego części waloryzacyjne umieścisz na swojej stronie www. Wtedy każdy chcący zbudować model w wersji wypasionej, będzie mógł to zrobić kupując model podstawowy i dosysając brakujące detale. Takie rozwiązanie powinno zostać docenione przez Modelarzy. Wielu z nas i tak maluje swoje modele, jak nie w całości to we fragmentach. Np. cały mechanizm łamania skrzydeł możliwy do zassania z netu, pewnie niektórym by się przydał. No i co najważniejsze, nie trzeba wtedy robić takiego mechanizmu jak SF, bo sam projektant nam go pokazuje.

Przy tej okazji miło by było gdyby na swoich stronach Wydawcy umieszczali jakieś galerie oryginałów, z których wydają modele ... łatwiej byłoby waloryzować. Taki ukłon w stronę bardziej ambitnych Modelarzy.


Modele kartonowe... ale jakie? - Guciu - 15-10-2009

W kwestii początkujących modelarzy to szczerze mówiąc nie dziwię się, ze zabierają się za "kosmiczne" modele, co skutkuje szybkim zniechęceniem. Po pierwsze ktoś kto nie ma o większego pojęcia o rynku modelarskim nie będzie wiedział czym różni sie model z Kartonowego Arsenału za jakieś 40zł od modelu od modelu za 5zł. Co wiecej taka osoba pomyśli "droższy-pewnie lepszy" i kupi ten droższy, szczególnie kupując przez internet, nie widząc zawartosci. Po drugie. Przygoda z modelarstwem zapewne wielu z nas zaczęła się w kiosku, widząc na półce wycinankę. Ślinotok na miejscu. A dzisiaj co widzimy w kioskach? Ile z tych modeli nadaje się dla początkujących? Nawet MAŁY Modelarz narzucił wysoki poziom. Jeszcze parę lat temu Answer wydawał modele w skali 1:50 w serii Kartonowy Świat oraz niekiedy Kartonowe Hobby, autorem prawie wszystkich z nich był właśnie Pan Marek. Dziś tego brakuje, a gdy takie modele trafiają do kiosku, to naprawdę dobrze się sprzedają. Wielu moich kolegów je czasem kupowało, skleili lepiej lub gorzej ale skleili. A dziś przeglądanie modeli z kumplem w kiosku kończy się zdaniem -"czy cie poje...tegez?! Ty to wszystko powycinasz?!

Oczywiście skala 1:33 też potrzebuje prostszych modeli.


Modele kartonowe... ale jakie? - łosiu - 15-10-2009

Guciu, ale większosć młodych zaczyna od dużych i skomplikowanych modeli bo takie właśnie chcą na pólkach. Każdy chce Yamata, Bismarki itp bo to wypas. Jak ja zaczynałem to na początku pociąłem Oktriabskają rewolucje, ark royala nie dlatego że chciałem trenować, tylko dlatego że chciałem mieć wielki fajny model. Po dłuższej przerwie skleiłem kadłub Yamata - przerwałem w połowie nadbudówek i poleciał do kosza. Nie oszukujmy się, są modelarze którzy się pytają co na początek, ale wielu rzuci się na głęboką wode.

To nie dlatego że się nie zna na rynku, nie widział zawartości itp. A może właśnie dlatego ze widział to chce ten trudniejszy.


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 16-10-2009

Wybór modeli jest... Tylko jak "młody" poczyta sobie dyskusje "fachowców" na temat wydawnictw czy modeli to nabiera przekonania, że tak jest jak oni piszą. Wiele modeli jest "zgubionych" zanim ktoś je zobaczy na oczy. Nawet czytałem wypowiedź nawiedzonego modelarza, że jest gotów za nie odpowiadający mu kształt modelu podać do sądu wydawnictwo! Widocznie jako modelarza nie rozumie słowa redukcja. Musiałby też podawać do sądu inne wydawnictwa, bo dają mu do ręki marne repliki modeli. Jakby siedział z linijką i dobrymi planami to pewnie z sądu by nie wyszedł. Czasem z dyskusji wynika tak, że jednym wybacza się nawet kolosalne błędy, a innych by się powiesiło za złą kreskę. Czasem też można poczytać lamenty, że ktoś musiał użyć papieru ściernego... Młodzi to czytają i zamiast kleić to też bawią się w marudzenie. Czasem przeraża mnie na przykład tekst w stylu: gdzie przykleić skrzydła.
Kiedyś była jedna dobra metoda w modelarstwie: usiąść na 5 literach, wziąć do ręki nożyczki, klej i kleić... kleić... kleić...
Dziś to nawet jest dylemat skąd wziąć tekturę, drut, folię itd.

Modeli prostych jest sporo, sam myślałem o wydawaniu prostych modeli, ale jak pisałem: rozbiłem łeb o finanse i niepewny zbyt.
Może rozwiązaniem byłaby dystrybucja prostych modeli do ściągnięcia z netu za 5-10 zł, by można było sobie je wydrukować dowolną ilość razy i sklejać jak się chce i ile się chce...


Modele kartonowe... ale jakie? - Congestus - 16-10-2009

dla mnie bardzo dobrze robi pan Mistewicz gdyż jego modele można wykonać zarówno w wersji prostej jak i zwaloryzowanej.


Modele kartonowe... ale jakie? - Astra28 - 16-10-2009

Siemanos.

Marku P., nie odbierz mojego wpisu osobiście, ale naszło mnie takie przemyślenie na kanwie Twojego wątku, więc tu go wpiszę, co nie oznacza, że tyczy on Ciebie. Jest to tylko takie przemyślenie ogólne.

Rynek modelarski można przedstawić jako następujące równanie (oczywiście w uproszczeniu):

Projektanci+Wydawcy=MODELE=Modelarze+Kolekcjonerzy

Myślę, że na podstawie tego równania można wysnuć pewne wnioski. Celem zachowania równowagi podaż musi równać się popytowi.

1. - Ilość Projektantów rośnie.
2. - Ilość Wydawców ostatnio również.

Z tego względu ilość MODELI dostępnych na rynku wzrasta.

3. - Mniejsze zainteresowanie młodzieży modelarstwem (z różnych względów).
4. - Stopień skomplikowania modeli powoduje, że Modelarz spędza nad jednym modelem więcej czasu, co skutkuje tym, że mają niższy "przerób".
5. - Ceny modeli rosną, co ma wpływ na to, że Kolekcjonerzy i Modelarze nie kupują już jak leci.
6. - Ogólnie ilość wydawanych modeli w ciągu roku wzrasta, co oznacza, że rocznie trzeba na nie wydać sporo więcej kasy niż parę lat temu Kolekcjonerzy mniej kupują.
7. - Częste wznowienia modeli lub wydawanie tych samych (a nawet w tym samym malowaniu - Kawanishi N1K2-J Shiden - Kai z Model-Hobby vs. zapowiedź Hala tego samego samolotu) byle tylko upupić konkurencję również nie sprzyja wzrostowi sprzedaży.

Niestety, ale rozwiązaniem tego problemu jest spadek wartości po lewej stronie równania lub wzrost po prawej. Innego wyjścia nie ma.

Po lewej to lepiej żeby nic nie malało, bo szkoda.

Po prawej też nie wszystko może od razu rosnąć. Wiadomo ceny modeli nie spadną, bo przecież misją każdego Wydawnictwa jest ZARABIANIE KASY, a nie jej rozdawanie i to jest w 100% normalne. Moim zdanie pracować należy głównie nad tym, aby rósł odsetek młodzieży zainteresowanej modelarstwem. I tu jest pole do popisu dla WSZYSTKICH, a żeby było śmieszniej to każdy na tym skorzysta. Wzrost ilości modelarzy spowoduje, że ilość sprzedawanych modeli wzrośnie, dzięki temu konkurencja zmobilizuje Wydawców do zmiany kalkulacji/nakładów modeli co będzie bezpośrednio rzutowało na ceny. To będzie skutkowało tym, że Kolekcjonerzy za tą samą kasę zakupią rocznie więcej modeli, a Modelarzy będzie stać na częstsze zakupy ... nawet do szuflady. Wtedy jakoś to wszystko będzie się kulać.

Jak można zachęcić młodzież do modelarstwa ??? Pewnie w różnoraki sposób i nie znajdzie się jeden "złoty środek" na wszystko, ale trzeba próbować.

Cóż stoi na przeszkodzie, aby lewa strona równania również postarała się o wzrost ilości Modelarzy ?? Przecież to bezpośrednio w ich interesie. Czy to takie trudne żeby opracowując skomplikowany model samolotu/pojazdu/okrętu czy czegokolwiek innego opracować równocześnie bardzo prostą wycinankę ... czasami na poziomie "Misia" czasami na poziomie starych MM'ów i zamieszczenia jej do darmowego pobrania z sieci ?? Dzięki temu może komuś się spodoba nasze hobby i zacznie kupować już komercyjne modele ?? No na czymś musi się nauczyć. A co by tu dać do pierwszego sklejania 8-latkowi/8-latce z Osiedlowej Świetlicy ??

Z drugiej strony My-Modelarze też powinniśmy dołożyć wszelkich starań, do tego, aby młode pokolenie miało możliwość zetknięcia się z modelarstwem. Pokażmy młodym jak sklejać, jak dobierać modele, jak je retuszować, jak zdobywać nagrody na konkursach, a nie tylko jak na Forum kogoś opluć czy wyśmiać. Pytania młodych ludzi o to jaki wybrać model, czym skleić daną część czy "gdzie przykleić skrzydło" są dla nas może i śmieszne, ale dla nich NIE. Odpowiedź w stylu "spadaj szczylu/poczytaj instrukcję/użyj funkcji szukaj" naprawdę nie spowodują wzrostu po prawej stronie równania. Nasz wysiłek włożony w propagowanie modelarstwa zaowocuje po jakimś czasie, nie od razu, ale myślę, że warto próbować. Zainteresujmy się czy na naszym osiedlu nie działa właśnie jakiś Klub Osiedlowy czy Świetlica dla Dzieciaków z ubogich rodzin ?? Może warto się zapytać czy nie byliby chętni na takie zajęcia ?? Przynajmniej nasza wiedza nie umrze razem z nami Smile

Co o tym myślicie ?? WSZYSCY ???


Modele kartonowe... ale jakie? - uri - 16-10-2009

Dobrze prawisz Czarku.
To matematyczne porównanie mnie rozwaliło - ale jest jak najbardziej dobre i dobrze odwzorowuje to co panuje na rynku Smile.


Modele kartonowe... ale jakie? - Boogie - 16-10-2009

Tak sobie przeglądam ten watek i postanowiłem coś napisać :grin: Pamiętam swój pierwszy model z kartonu jaki trafił w moje ręce-był to dwupłatowy Potez z Małego modelarza z 1984 roku.To wtedy wszystko sie dla mnie zaczęlo.Pamietam czasy kiedy na nowy numer MM-a polowało sie pod kioskiem w gromadzie takich samych zapaleńców jak ja.Mimo że sklejam moje kartonówki od niemal 28 lat to nadal mnie to fascynuje i sprawia dokładnie taką samą przyjemność jak na początku :grin:Sklejałem sam dla siebie,dla własnej satysfakcji,ale udało mi sie zarazić kilku znajomych tym hobby.Przez tyle lat miałem możliwość obserwowania jak zmieniały sie modele i caly rynek wydawniczy w tej branży.Modele zmieniały sie na coraz lepsze i coraz bardziej skomplikowane,i bylo ich coraz więcej.We wcześniejszych wpisach padła kwestia zainteresowania młodzieży modelarstwem.Tak naprawde przez te wszystkie lata nie tylko modele sie zmieniły-ludzie również.Dzisiaj młodzież ma całe mnóstwo innych ,niestety nie zawsze bezpiecznych rozrywek,niż sklejanie modeli.Tym bardziej jesli są to modele bardzo trudne i pracochłonne.Coś takiego może szybko tych co bardziej niecierpliwych zniechecić Cry (bo to długo sie robi,nie wychodzi mi,i w sumie to nuuda Confusedad: )Ale jeśli ktoś taki trafi na model ktory da sie szybko i bez kłopotów skleić,i taki poczatkujący modelarz nabierze wiary we wlasne siły napewno sięgnie po następny,może już ten trudniejszy i droższy :grin:W ten sposób rodzi sie kolejny klient na przyszłość,ktory będzie kupowal te drogie i skomplikowane modele.Własnie dlatego powinno być jak najwięcej modeli dla poczatkujących,aby taki swieżo upieczony modelarz mial mozliwość wyboru i stworzenia sobie pierwszej wlasnej kolekcji :grin: Nie sposób tutaj nie wspomnieć o edukacyjnym aspekcie modelarstwa-przecież sklejanie modeli jest zajęciem o niebo lepszym niz mordowanie kosmicznych bestii na ekranie komputera czy bezmyslne gapienie sie w telewizyjny belkot oper mydlanych.Osobiscie nie znam nikogo któremu modelarstwo spaczyło by życie,natomiast znam kilku takich ktorym pomogło odnaleść sie w życiu.Ja również do takich należe-dzieki wiedzy technicznej nabytej przy sklejaniu modeli,jak równiez dzieki zainteresowaniu techniką lotnicza,wojskowa i historią moge dziś wykonywac lepiej swoja pracę :grin:


Modele kartonowe... ale jakie? - Jaroslav - 16-10-2009

Myśmy już z Czarkiem ten temat omówili sobie przy okazji spotkania w Goleniowie więc i szerszej społeczności wypada powiedzieć swoje zdanie, tak więc zgadzam się z tym całkowicie.
Jako przykład z własnego życiorysu mogę podać, jak to pod koniec podstawówki sklejałem proste samolociki z MM'a specjalnie po to by je oddać do szkoły w zamian za dobre oceny za aktywność i automatycznie wyższą średnią Wink tak więc jest to jakaś szansa "wykazania się" na forum szkoły dla dzieciaków, którym nauka z różnych powodów nie wchodzi.
Największy problem tkwi jednak w tym, że nie ma komu w tych dzieciakach zaszczepić tzw. "bakcyla". W latach90-tych na okładkach MM widniało dobre przesłanie: "zalecany do szkół na zajęcia z przedmiotu praca-technika" szkoda tylko że był to pusty slogan, bez jakiegokolwiek działania ze strony LOK w kierunku szkół/nauczycieli, może zatem komercyjni wydawcy powinni sami ruszyć do szkół z inicjatywą?
Niestety Panowie Wydawcy, modelarze to nie chwasty, sami się nie zalęgną :wink:


Modele kartonowe... ale jakie? - Marek P. - 16-10-2009

Akurat o swoją pozycję na rynku projektantów nie muszę się (jeszcze przez najbliższych parę lat) martwić. Tak więc nie biorę nic do siebie.
Nie należę do ludzi chwytających się za "oblatane" tematy.


Modele kartonowe... ale jakie? - Panda82 - 16-10-2009

Astra ma dużo racji, teoria trzyma się kupy. Dla młodych ludzi (sam stary nie jestem, a chodzi mi o wiek 12-14 lat) świat oferuje bardzo dużo mozliwości zagospodarowania wolnego czasu, to powoduje, że niekoniecznie wielu zainteresujue się modelarstwem, nawet tym prostym. Co więcej, młody człowiek będzie raczej (nie każdy) myslał tak, że lepiej skleić trudny model bo i chwała większa, a nie skleić najpierw łatwy i powoli sie uczyć co i jak.
W mojej rodzinnej wsi (jakieś 190 domów), kiedy ja zaczynałem sklejac modele (pierwszy B-25 z MM swieżo kupiony :mrgreen: ) równolegle kilku kolegów też zaczęło i nikt z nich nie skleja. Kilku skeiło jeden model, kilku trzy i na tym koniec. Oczywiście wówczas w grę wchodził MM, ewentualnie Fly Model i wcale nie musiały być to łatwe modele. Jeden ze znajomych jako początkujący zlepił nawet kadłub Nurnberga. Inny wziął się za B-17 z Fly Model i ja po nim kończyłem, bo mu cierpliwości zabrakło. Natomiast starsze o kilka lat pokolenie sklejało dużo dłużej, a niektórzy do dziś coś czasami jeszcze podziałają.
Rynek rządzi się swoimi prawami. Mi nie zależy na zarobku wydawcy, czy projektanta tylko na ciekawym (dla mnie osobiście) temacie i dobrym wydaniu. Jak mi się spodoba i nie kleiłem danego modelu, to kupię a wydawca i spółka zarobią, a jak nie, to nie.
Nie jestem zwolennikiem maksymalnej detalizacji, ale miło, gdy model ma trochę więcej niż mniej. Na rynku funkcjonuja różne wydawnictwa i rózne stopnie trudności.
Na pewno młodym, którzy pytają o wszystko trzeba w miare możliwości doradzić, a nie zniechęcać, ale do pewnych granic, niech sami też do czegoś dojdą. Bo jak się poda na tacy to nie zostanie to uszanowane, ani nie nauczy tak naprawdę niczego.


Modele kartonowe... ale jakie? - Piter - 17-10-2009

Moim zdaniem modeli mało skomplikowanych jest wystarczająca ilość problem tkwi w pozyskiwaniu młodego narybku :wink:. Na przykład w mojej miejscowości nie funkcjonuje żaden dom kultury czy świetlica dla młodzieży, w których to instytucjach można by propagować modelarstwo, nawet kiedyś wystąpiłem z taką propozycją że poprowadziłbym takie zajęcia ale niestety bez odzewu Confusedad:
Drugim i to bardzo ważnym powodem słabego propagowania modelarstwa w w/w instytucjach są kwestie finansowe, potrzebna kasa na modele i podstawowy sprzęt bez sponsorów nikt tego nie kupi Confusedad:
Wracając do komplikacji modeli to myślę że chyba osiągamy kres możliwości tego typu modelarstwa, jeszcze większa detalizacja spowoduje że większość modelarzy nie będzie wstanie tego wyciąć nie mówiąc o sklejeniu :!: , także samo tworzywo czyli karton też osiąga kres swoich możliwości w kształtowaniu i wycinaniu tak drobnych elementów.
Sadze również, że gdy wydawcy zauważa spadek popytu na wypasione wycinanki rozpoczną wydawanie tanich prostych i nieskomplikowanych modeli w celu pozyskania nowych młodych klientów :!: