Forum używa ciasteczek
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kto pamięta swój pierwszy raz ???
#26
Gdy byłem mały mój tato sklejał modele z mm m.in f /a 18 i Gripena.
To on mnie "zaraził" modelarstwem. Od niego dostałem pierwsze modele.
Pierwszy jaki zacząłem to A 10 (do tej pory leży w szafie, na początku sklejałem z moim starszym kuzynem, miałem wtedy ok. osiem lat) Później poszedł F 5 e, F 16,
Koga Elblądzka (ją sklejałem w P.M.Tarnów, chodziłem tam rok). Wszystkie te modele nie skończyłem. Pierwszy skończony to Hayabusa od hala, później chi he, go sklejałem
z kolegą tzn on umiał tylko wycinać :razz: , później zacząłem su 27, ale przerwałem,
teraz skleja greifa z gpm

Sporo tego było... Confusedhock:
Odpowiedz
#27
Ki-44 B. Wasiaka na zajęciach ZPT. Męska część klasy była postawiona przed raczej prostym wyborem: deska kuchenna lub model z MM. Wciąż mam ten model, leży w piwnicy pod 20 letnią warstwą kurzu.
Odpowiedz
#28
Ja swoje pierwsze modele z MM dostałem od ojca. Były to krążownik Aurora z 1977, ORP Grom II z 1978 i czołg IS-3, a jego sklejone modele śmogłowcowca Moskwa i P-40 z 1977 roku nadal posiadam. Jako pierwsza pod nuż poszła Aurora która dalej posiadam. Po drodze był Tygrys którego nie dokończyłem bo pogubiłem części. Kolejne modele które skleiłem to Zero, Dountless, Mig-29 i P-40 z MM. Aktualnie kończę krążownik lotniczy Mińsk oraz F-16 Jastrząb. Jako że rozpocząłem karierę od Małego Modelarza mam wielki sentyment do tego czasopisma, a większość moich modeli jest starszych ode mnie
[Obrazek: polskieorlyjz1.png]
Odpowiedz
#29
uuu. Ja swój pierwszy raz pamiętam bardzo dobrze. I nie ma się co dziwić, gdyż gdzieś między Świętami (Bożego narodzenia), a Nowym Rokiem rok minie, chociaż staram się zapomnieć bo była to tragedia.
Był to Hawker Hurricane z MM, klejony ze skanów. Kleić zacząłem go od podwozia, gdyż był to pierwszy punkt w instrukcji. Wcześniej było coś napisane o kadłubie, o wręgach, ale nie miałem pojęcia co to "wręgi". Model, był czarno biały (tak go wydrukowałem), po za tym "wypalenia" kleju na stronie zadrukowanej, więc pomalowałem go plakatówką, co dało jeszcze gorszy efekt.

Mam nawet zdjęcia. Stan modelu na dzień przed katastrofą lotniczą (5 letni siostrzeniec chciał zobaczyć czy poleci i rzucił przez balkon wprost pod koła nadjeżdżającej ciężarówki (nie żaliłem się Smile )
[Obrazek: 02b231a310a5bbacm.jpg][Obrazek: 3617fb0f0810d2eem.jpg]

Tzn. Zaraz po sklejeniu wyglądał trochę lepiej, ale i tak - dramat.
[Obrazek: userbarstrony.png]
Odpowiedz
#30
Mój pierwszy model jaki zaczęłem ( z kartonów ) to był Albatros DIII Oef z MM-a - co to było za paskudztwo , tego to się nie dało nawet nazwać modelem - to było coś niezwykłego Wink Przypominało bardziej toto Flyera braci Wright . Ale nie zniechęciłem się do modelarstwa - wcześniej popełniłem kilka plastików . Pierwszym modelem , który udało mi się zrobić od początku do końca był "WILCZUR" z MM-a - mam go do tej pory w swojej kolekcji . Jakiś czas potem ja z moim tatą wzięliśmy się za ............................................. "YAMATO" od Hala ( z 99 roku ) kupiony w momencie wydania ... Siedem miesięcy siedzieliśmy nad Yamaciakiem - warto było ... Pierwszym olbrzymem jakiego samodzielnie złożyłem był "MOLTKE" z ModelCardu - miało to miejsce z osiem lat temu . Dziś już go nie ma ale planuję go sobie kiedyś powtórnie skleić - przeskalowanego jednak do jedynej słusznej skali - 1:300 ... Ach te wspomnienia .
"W czwartym dniu święta pewien żołnierz obnażył i wystawił do ludu wstydliwą część ciała. Ten postępek niezmiernie wzburzył patrzących, gdyż jak mówili nie ich zelżono w ten sposób,lecz znieważono samego Boga. Zuchwalsi z nich obrzucili obelgami samego Kumanusa (...) Kumanus wielce oburzył się (...) i wezwał ich aby poniechali dążeń (...) Ponieważ go nie usłuchano (...),kazał wysłać całe wojsko z bonią w ręku" - Iosephus Flavius
Odpowiedz
#31
Mój pierwszy model to Łoś z 1995 roku. Co prawda wręgi podkleiłem na tekturę falistą ale i tak go skleiłem w całości, nawet z pełnym wnętrzem. W całości sklejony wikolem, nawet szybki :razz:
Odpowiedz
#32
Witam !

To i ja popłynę na fali wspomnień :mrgreen:
W 1994 zapisałem się w podstawówce na kółko modelarskie ( razem z połową klasy ) , pierwszy model jaki trafił w moje łapska to był samolot Iryda z MM , sklejałem go z kumplem , ale po złożeniu kadłuba chciał on sprawdzić jak taka konstrukcja jest wytrzymała i niestety nie była , zaraz po tym dostałem do samodzielnego sklejenia karakę Piotr z Gdańska , ale jak się okazało statki nie były moją mocną stroną , więc dokończył go kto inny , a ja w kiosku wypatrzyłem samolot Harrier. Na początku skleiłem go taśmą klejącą , ale stwierdziłem , że nie wygląda zbyt dobrze , więc ją odkleiłem co nadało mu ciekawy kamuflaż :mrgreen: , ale skleiłem go do końca. Nasze kółko było darmowe co niespodobało się innym nauczycielom , więc kazali mu pobierać opłaty , a że był on przeciwny takim praktykom kólko się zakończyło i ci z mojej klasy zrezygnowali z tego hobby , zostałem tylko ja , i tak do dziś...
Odpowiedz
#33
Mój pierwszy kartonowy model to był PZL-46 Sum z MM nr 1/1982. Pewnego dnia kupił mi go brat. Model wydawał mi się bardzo trudny , przyglądałem mu się czas jakiś i w końcu podjąłem wyzwanie Smile. Wyszło mi bardzo przyzwoicie, ku zdziwieniu brata. Następnie brat kupił mi kolejny MM , to był Ki-43 Hayabusa i Mi-24. A potem to już sam szukałem w kioskach MM. Obecnie jak wielu z was po kilkunastu latach przerwy wracam do modelarstwa kartonowego.
Odpowiedz
#34
Mój pierwszy model to P -39 Aircobra zMM .Sklejony klejem biurowym bez wręg ,no i kleje do teraz ino z wręgami PDT_Armataz_01_01
Odpowiedz
#35
Moim pierwszym modelem był plastikowy "Karaś". Nawet nie wiem, jak to była skala. Na pewno mniejsza niż 1:72, bo modelik był naprawdę malutki.
Natomiast pierwszy model kartonowy zacząłem sklejać jesienią 1986 r.(1 klasa liceum). Był to HMS Victory (okręt flagowy H. Nelsona z bitwy pod Trafalgarem), z MM. Dzisiaj sobie myślę, że chyba pogięło mnie, żeby zaczynać od żaglowca, ale go skończyłem i model istnieje do dzisiaj. Stoi sobie wysoko na szafie w domu rodziców i pokrywa się kurzem.
Pamiętam, że zacząłem kleić klejem biurowym. W trakcie klejenia zdobyłem Wikol i przy jego pomocy dobrnąłem do szczęśliwego końca robót.
Drugi model był już prostszy w budowie - samolot Macchi C200 Saeta. Model wyszedł mi nawet przyzwoicie, chociaż zrobiłem w nim koszmarny błąd - załamałem krawędź natarcia skrzydła. Na szczęście szybko nabyłem wiedzę, jak powinno wyglądać skrzydło w samolocie i dlaczego. ;D
Kleiłem przez całe liceum i nieco mniej na studiach. Potem była dłuuuuga przerwa i teraz wróciłem do dawnego hobby. Przez ten czas w dziedzinie projektowania nastąpiła prawdziwa rewolucja technologiczna, no i dzięki internetowi człowiek nie jest zdany wyłącznie na siebie w klejeniu. Zawsze ktoś na forum może coś podpowiedzieć.
Na macie: PZL P.11c. W pudełku leżą napoczęte TKS, Buffalo i Mustang - może kiedyś je skończę.
Odpowiedz
#36
1988 rok. HMS Penelope z MM. Ale bylem dumny. A potem go rozstrzelalismy z wiatrowki kumpla. Czlowiek jak ma 12 lat nie za bardzo wie co robi.
Odpowiedz
#37
1996 . ORP Burza z Małego Modelarza. Ojciec skleił piękny kadłub, a ja spaprałem resztę Smile Drugi był śmigłowiec Cobra, trzeci Łoś, potem pamiętam że skleiłem ORP Błyskawicę, Westland Lysandera, F-16 od pana Halińskiego i wiele innych modeli które słabo pamiętam. Sklejałem wtedy jakieś 2 modele na miesiąc, z jakością odwrotnie proporcjonalną do szybkości. Wszystkie tak popełnione twory w czasie porządków rozdałem osiedlowym dzieciakom. Polecam każdemu takie rozwiązanie, one nie zwracają uwagi na nierówności poszycia czy niedokładny retusz Smile Jeden młody nawet oderwał górne śmigło od Hokuma na moich oczach, bo stwierdził że śmigłowiec nie może mieć dwóch śmigieł Big Grin

Chciałbym mieć teraz te modele nie sklejone :'(
Odpowiedz
#38
Mój braciak cioteczny jest starszy ode mnie o 5 lat i od czasów niepamiętnych sklejał modele plastikowe. A że były one łatwiejsze dla młodego to oczywiście i ja zaraziłem się bakcylem. Po wielu latach w '97 wyszedł Mi-2 z MM. Wtedy całą ekipą (ja, brat, kumpel i sąsiad) kupiliśmy po jednym egzemplarzu i zaczęliśmy kleić. Sąsiad robi protezy więc nie było problemy z załatwieniem takich narzędzi jak drut, butapren (wieeeeeeeelki słój), kleszcze czy skalpel chirurgiczny ;] Model nie bardzo się udał, właściwie w ogóle się nie udał (zabrakło mu podwozia a śmigło wyszło fatalnie) nie wiem jednak co się z nim stało.
Potem przyszła kolej na Błyskawicę (klejoną już wikolem, ze względu na warunki domowe - zima), która też nie została ukończona. A potem już tylko butaprenem szły modele z MM (byłem młody i świadomy swoich możliwości, nie chciałem wydawać masy pieniędzy na z góry przewidziane knoty) - Bell AH-1 Cobra, 2 podejscia do Tigera (tak, tego, którego relację prowadzę w dziale początkujących^^), potem mig-29, phantom (na spasowanie którego narzekałem strasznie) i inne modele. Potem nastąpiła przerwa i ostatnio wróciłem do klejenia, ale już jako formy relaksu, a nie głównego zajęcia ^^.
Na Warsztacie: StuG IV ; GIAT AMX-56 Leclerc ; Leopard 2 ;
Ukończone: PzKpfw VI TIGER ; MW3 Vulture
Odpowiedz
#39
Pierwszy skończony to był Mustang z MM w 1979 roku. Miałem 12 lat. Kołpak zrobiłem z przeciętego na pół dużego drewnianego korala mojej siostry. Wcześniej budowałem, ale nie udawało mi się skończyć. Mosquito np. nie miał silników, a Aurorę po sklejeniu i uszczelnieniu kadłuba hermolem zwodowałem w wannie i podpaliłem z pomocą benzyny... Zupełnie pierwszy to był ciągnik Mazur. Na kołach się zatrzymałem. Te budowane w latach liceum już były lepsze i dwa mam do dzisiaj (Walrusa i drugiego Mosquito pomalowanego czarnym tuszem i z oznaczeniami wyciętymi z papieru) . Ostatnio wróciłem do kartonu i zlepiłem Spitfire z MM 9/73. Miałem tyle zabawy z tej budowy, że na pewno wrócę do sklejactwa kartonowego.
Odpowiedz
#40
Ooo, Archeologa mamy Big Grin

Ale fajny temat wykopałeś Wink  Nie wiedziałem, że taki był.

A przy okazji... Ja zaczynałem od plastików. Pierwszym był Łoś, nie wiem jakiej firmy ale w tamtych czasach (początek lat 80tych) nie było za dużego wyboru, w skali cośkolwiek małej (może 1:144). Miałem 5 może 6 lat, w zasadzie mama pomogła mi sklejać a w zasadzie to pewnie sama skleiła Rolleyes , modelik składał się chyba z kilku części. Potem przyszła pora na słynna Matchboxy ze Składnicy Harcerskiej, które po kolei lądowały na półce. A karton... Hmmm pierwszym był HMS Penelope z MM. Skleiłem w kilka dni. Potem pomalowałem lakierem i stwierdziłęm, że będzie pływać w wannie Big Grin oczywiście z wiadomym skutkiem. Choć nie, pierwsza była Błyskawica albo jakiś inny polski niszczyciel z lat 80tych - nie pamiętam. W każdym razie skończyło się na szkielecie ponieważ w sklejaniu pomogła mi moja młodsza siostra, którą zastałem kiedyś po powrocie ze szkoły z nożyczkami w rękach i radosnym "Pomagam Ci sklejać!". Na podłodze leżała wycinanka w drobniutkich kawałkach...
Wróciłem do plastiku...
Odpowiedz
#41
(08-10-2016, 09:57)Lukee napisał(a): Ooo, Archeologa mamy Big Grin
Sam jestem wykopaliskoSmile
A ten Łoś w 1/144 to była produkacja ZTS Pruszków. Dwa różne zestawy, nowszy był całkiem do rzeczy. Dziś oba to rarytasy. Ten gorszy bardzo poszukiwany przez kolekcjonerów.
Odpowiedz
#42
Mój pierwszy... - to "Mucha Standart" z MM-a. Tak, tak: właśnie "standart"! Tak to się wówczas pisało. A było to w 1958 roku; miałem wówczas 10 lat. Aby skleić jeden model musiałem zakupić dwa egzemplarze: - pożal się Panie, cóż to był za "model"!  Replikę tego modelu wykonałem około 7 - 8 lat temu ściągnąwszy go z internetu. Myślę, iż za piractwo ścigać mnie nie będą?
A zresztą, niechaj ścigają! Spalę wówczas "corpus delici" i nie będzie za co mnie ścigać.
Później to już poszłooooo! Aż do teraz.
" Lenistwo jest rękojmią zdrowia "
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości